Opowieść o tym, jak oskarżona kierowała przebiegiem rozprawy

No to zaczynamy!

Gramy na wyjeździe – rozprawa odbywała się poza Krakowem. W związku z tym musiałem wcześniej wyjechać, aby stawić się w Sądzie na czas. Byłem punktualnie – czyli jak zwykle w moim przypadku – pewnie z godzinę za wcześnie. Dzięki temu mogłem jednak lepiej przyjrzeć się naszemu przeciwnikowi procesowemu, który również wyczekiwał pod salą rozpraw. To była starsza pani, której danych oczywiście zdradzić mi nie wolno. Na potrzeby tego tekstu nazwę ją panią Jadwigą (imię celowo zmienione). Sprawa karna, jakieś typowe naruszenie nietykalności cielesnej – obrzucenie kamieniami i takie tam. Co ciekawe, pani Jadwiga jest oskarżoną, ale występuje sama i nie korzysta z pomocy obrońcy. My reprezentujemy pokrzywdzonego.

Miałem przeczucie, że będzie ciekawie. Właściwie nie wiem czemu… może dlatego, że starsi ludzie zwykle nie rzucają w innych kamieniami, a tutaj mieliśmy taki właśnie przypadek.

Standardowa procedura – wchodzimy do sali, czytamy akt oskarżenia itd., aż w końcu przychodzi czas, aby głos zabrała oskarżona.
– Czy będzie Pani składać wyjaśnienia? – zapytała sędzia.
– Tak – odparła oskarżona, po czym wzięła do ręki kartkę, gdzie miała starannie przygotowaną wypowiedź.
– Pouczam Panią, że przy składaniu wyjaśnień nie powinna Pani korzystać z kartki –  powiedziała stanowczo pani sędzia.
– Proszę Sądu, przeciwnik wziął sobie adwokata, to ja wzięłam sobie kartkę – odparła pani Jadwiga. Pomyślałem sobie, że dość ciekawa dedukcja i porównanie, ale z drugiej strony – ok., każdy korzysta z takiej pomocy, na jaką go stać.

W przepisach prawa i we wszystkich mądrych prawniczych książkach znajdziecie informację, że to sędzia – przewodniczący decyduje o tym, co znajduje się w protokole rozprawy. Czy się komuś to podoba czy nie, przeważnie to sędzia dyktuje protokolantowi treść zeznań/ wyjaśnień, powtarzając je samemu po świadkach / oskarżonych. Pani Jadwiga postanowiła zakwestionować jednak tę praktykę sądową i sama zwróciła się do protokolantki (trzymając oczywiście kartkę nadal w ręku):
– Proszę bardzo, teraz piszemy tak: „W tym dniu pokrzywdzony…”
– Chwileczkę – przerwała pani sędzia, pouczając następnie oskarżoną, że to przewodniczący decyduje o tym, co znajdzie się w protokole rozprawy.

Generalnie pani sędzia znalazła się dość kłopotliwej sytuacji, bo oskarżona miała przygotowane 3 strony w formacie A4 wyjaśnień i nie zamierzała rezygnować z żadnego zdania, bo „każde jest dla niej bardzo ważne”. Pomimo wielokrotnych pouczeń, pani Jadwiga dosłownie przedyktowała protokolantce swoje wyjaśnienia, często powtarzając sobie przy tym: „dobrze, teraz piszemy dalej tak…”. Z czasem pani sędzia sama zaczęła się uśmiechać i zrezygnowała z walki o protokół z oskarżoną.

Przyszedł czas na przesłuchanie świadka. Pytania najpierw zadał Sąd, potem ja jako pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, a na koniec nasza oskarżona.

Myślę że ok. ¾ jej pytań było przez Sąd uchylonych, jako niemające znaczenie dla sprawy. Szkoda tracić czas na przytaczanie ich treści. Natomiast sytuacja była dość ciekawa, bo pani Jadwiga nie zniechęcała się kolejnymi próbami  i postanowiła dalej (nie)przesłuchiwać świadka, zadając mu kolejne uchylane pytania. Pani sędzia po raz kolejny znalazła się w kłopotliwej sytuacji, bo przecież strony mają prawo zadawać pytania i nie można oskarżonej odebrać głosu, jeśli rażąco nie narusza ona jakiś norm postępowania. Pomyślałem sobie, że długa rozprawa przed nami – trochę jak w znanym kawale – im dłużej adwokat będzie przemawiał, tym dłużej jego klient pozostanie na wolności.

Wreszcie pani sędzia wymyśliła furtkę i zwróciła się do oskarżonej:
– Po raz kolejny zadaje Pani takie samo pytanie! Proszę odnotować w protokole, że jeśli oskarżona zada jeszcze raz takie pytanie, to Sąd zabierze jej głos i oskarżona nie będzie już mogła zadawać więcej pytań.

Bardzo sprytnie. Ale nie z panią Jadwigą taka gra. Oskarżona zmieniła treść pytania i bawiła się dalej.

W końcu jednak oskarżonej zabrakło sił. Rzuciła tylko rozpaczliwy apel do świadka:
– Niech świadek powie, że to było tak jak ja mówię!
– Proszę Pani, nie może Pani mówić świadkowi co świadek ma zeznawać – zainterweniowała ponownie ze szczerym uśmiechem sędzia.

Oskarżona pogodziła się z faktem, że świadek nie będzie zeznawał na jej korzyść i przestała zadawać pytania.

Wszyscy byliśmy już wyraźnie zmęczeni. Po przesłuchaniu świadka sędzia od razu chwyciła za kalendarz i wyznaczyła termin kolejnej rozprawy.Wydawało się, że to już koniec na dziś… Ale nagle ponownie usłyszeliśmy głoś oskarżonej:
– Pani Sędzio, a nie dałoby się tak troszkę później tej kolejnej rozprawy… No tak powiedzmy o tydzień później?
– Z jakiego powodu? – spytała sędzia.
– A no bo tak jakoś sobie myślę, że wolałabym to mieć w drugiej połowie miesiąca – westchnęła pani Jadwiga.

Oczywiście Sąd nie uwzględnił tego wniosku oskarżonej o zmianę terminu rozprawy. Przez chwilę myślałem, że oskarżona chce zmienić termin, bo może ma kolizję rozpraw – nie wykluczam, że ze swoim charakterem ma w sądzie tyle posiedzeń co profesjonalny pełnomocnik.

Rozprawa odroczona, a wpis zakończony. Wkrótce będą kolejne… Zaglądajcie regularnie na bloga, bo odrębnych wezwań nie będzie 😉

Podobne artykuły:

O mnie

Maciej Rodacki - adwokat

Jestem adwokatem Krakowskiej Izby Adwokackiej. Na blogu dzielę się z Wami moją wiedzą i doświadczeniem, a na co dzień pracując w swojej Kancelarii Adwokackiej, staram się pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich problemów prawnych i życiowych. Mam otwartą głowę na nowe pomysły i zawsze staram się kierować przede wszystkim "ludzkim" podejściem do Klienta. W mojej praktyce zawodowej szczególne miejsce zajmuje prawo rodzinne.

Kontakt:
kontakt@adwokatrodacki.pl
693 253 807